W historii każdego z nas prędzej czy później przychodzi czas konfrontacji z nieosiągniętym celem – nieudaną rekrutacją na wymarzone studia, nieprzebiegniętym maratonem, brakiem oczekiwanego awansu w pracy. Jest to zupełnie normalne, że takie potknięcie nastąpi. Jak możemy sobie pomóc osiągnąć dany cel, kiedy jest to dla nas naprawdę ważne?

W sukurs przychodzą osiągnięcia psychologii behawioralnej, które podają nam konkretny przepis na konstruowanie celów. Dobrze postawiony cel ma takie cechy:
1) jest mierzalny (możliwie jak najmniej abstrakcyjny, tylko bliski ziemi)
2) jest skończony (czyli dotyczy np. jednego, konkretnego wydarzenia)
3) jest osiągalny i realistyczny (w określaniu realistyczności i osiągalności szacujemy sobie ile jest procent szans na zrealizowanie go. Jeśli jest to poniżej 70%, to należy go sobie jeszcze zredukować do czegoś mniejszego, bardziej osiągalnego).
4) jest określony w czasie
5) jest pozytywnie sformułowany (czyli takie zdanie nie powinno zaczynać się od „nie”. Czyli zamiast „nie będę marnować czasu” formułujemy je np. „poświęcę 5 min dziennie na lepsze zaplanowanie sobie dnia”. Chodzi o postawienie akcentu na to, co BĘDĘ ROBIŁ, a nie na to, czego mam UNIKAĆ).

Dlaczego to ma znaczenie, żeby cel był dobrze postawiony? Bo zwiększa to prawdopodobieństwo zrealizowania go.

Czasem bywa tak, że samo określenie sobie celu to za mało, żeby go zrealizować. On nie dzieje się sam z siebie, tylko składa się z poszczególnych mniejszych zadań.
I tak jak wspomniałem wcześniej przy okazji określania osiągalności celu o pewnego rodzaju redukcji, tak samo tutaj możemy sobie taki cel rozbić na mniejsze cegiełki.
Te mniejsze cegiełki nazywamy działaniami kluczowymi.
Czyli np. jeśli moim celem jest być 3 razy w tygodniu na siłowni, to na to składa się kilka kluczowych działań:
– muszę wypakować ciuchy treningowe z torby
– muszę wyprać je przed następnym treningiem
– muszę wcześniej zatankować auto
– muszę odczekać po jedzeniu, żeby mi nie było niedobrze w trakcie ćwiczenia.
– muszę podjechać do okolicznego sklepu po picie
– itd.
Chodzi o to, żeby być tych cegiełek świadomym, żeby móc sobie to rozplanować i żeby nie być zaskoczonym, że nagle zwalają mi się one wszystkie naraz na głowę, w związku z czym cel się oddala.

Trzymając się sportowej metafory – jeśli celem biegacza jest zwycięstwo na mecie, to nie znajdzie się on tam w sposób magiczny. Sam bieg składa się z kilku elementów, które dla tego celu są kluczowe (np. utrzymywanie odpowiedniej pozycja ciała, technika biegu itp.)

Inną kwestią jest, że za każdym naszym celem stoi jakaś wartość, do której nas dany cel zbliża. Jeśli już jesteśmy przy mojej siłowni, to za nią może stać kilka wartości – zdrowie, rozwój, wytrwałość itd. Zdanie sobie sprawy z tego, co jest dla mnie ważnego w tym co robię może pomagać w sytuacji, kiedy sam proces może być żmudny, nieprzyjemny. W sytuacji, kiedy jestem w dobrym kontakcie z moimi wartościami, te „muszę” z listy powyżej mają szansę zmienić się w „wybieram„, choć nadal czegoś to ode mnie wymaga.

Cele bez wartości mogą być działaniem pozbawionym głębszej motywacji. Wartości bez ucieleśniających je celów pozostają jedynie w sferze idei. I jedno i drugie jest ważne w kroczeniu ku satysfakcjonującemu życiu.