Ja- bardzo często i chętnie używany konstrukt psychologiczny. Czym jest? Kim jest „ja”? W zależności od nurtu będzie miało ono odrobinę różną strukturę i funkcje, jednak ogólnie rzecz ujmując możemy mówić o swego rodzaju samoświadomości, obrazie siebie. Każdy z nas maluje w głowie taki obraz siebie. Nasz umysł lubi strukturę, porządek, przewidywalność. Lubi mieć się do  czego odnieść. W nieprzewidywalnym, chaotycznym świecie, którym często rządzi przypadek to daje nam poczucie bezpieczeństwa, staje się kotwicą.

Na tej zasadzie działa też nasza pamięć, wkładając kolejne informacje do gotowych już szufladek, żeby łatwiej było je nam później odnaleźć. Może to być adaptacyjne, czyli pomocne nam w życiu. Ale może też stać się dołkiem, który sami sobie wykopiemy. W samym kopaniu nie ma nic złego, musimy tylko wiedzieć, że to zrobiliśmy i gdzie, żeby tam nie wpaść. Odnosząc to do tworzenia pewnych schematów w naszym umyśle, w tym schematu naszej osoby- warto wiedzieć, że je tworzymy, czego dotyczą i jakie są ich ograniczenia.

„(…) Takie było przynajmniej mniemanie Doriana Graya. Dziwiła go płytka psychologia tych, co
człowiecze „ja” uważali za coś trwałego, prostego, pewnego i jednolitego. Dla niego człowiek był istotą o
miriadach żywotów i miriadach uczuć, stworzeniem skomplikowanym, różnolitym, noszącym w sobie
dziwną spuściznę myśli i namiętności (…).”

Oscar Wilde, „Portret Doriana Graya”


W terapii akceptacji i zaangażowania mówimy o skonceptualizowanym ja- czyli właśnie pewnym obrazie siebie, opowieści którą snujemy na swój temat. Współcześnie występowanie i rola takich konceptów siebie znacznie wzrosła. Kreujemy się nie tylko w towarzystwie przywdziewając różne maski dostosowane do danej sytuacji społecznej, tworzymy też o wiele bardziej ustrukturyzowany wizerunek na portalach społecznościowych, Facebooku, Instagramie, blogach. Starannie selekcjonujemy informacje i materiały, które tam zamieszczamy, staramy się być spójni i wywoływać określone wrażenie, interesować konkretne grupy odbiorców. Posiadamy też liczne społeczności, które pomagają nam dookreślić naszą tożsamość, w których powinniśmy spełniać określone warunki, aby być postrzegany jako „jeden z nich”, członek. Subkultury, intelektualiści, cynicy, romantycy, hipisi, sportowcy, społeczności duchowe i takie manifestujące określony styl życia.

Ponownie- wszystko w porządku, jeśli pozostajemy w tym elastyczni i nie przywiązujemy się do nich bardziej niż do faktycznie otaczającego nas świata. Jeśli opowiadanie historii na temat siebie- bohatera tak dramatycznego, jak i spójnego staje się sposobem na kontrolę rzeczywistości, jeżeli zaczynamy tłumaczyć, wyolbrzymiać albo zaprzeczać, by zachować ten obraz, którego tak kurczowo się trzymamy- przestajemy widzieć to, co znajduje się poza nim. Kolejną konsekwencją mogą być negatywne stany emocjonalne pojawiające się w odpowiedzi na zachwianie tegoż obrazu. A takie sytuacje będą występować, ponieważ na nasze zachowanie wpływa mnóstwo czynników, z których nie na wszystkie mamy nawet wpływ.

Kontrola może stać się sposobem na unikanie doświadczania tego, czego nie akceptujemy, co z różnych powodów jest dla nas nieprzyjemne i tym samym stawać się przyczyną wtórnych nieprzyjemnych odczuć. To może nas z kolei prowadzić prosto w błędne koło. Jak jestem zamiast kim jestem. Jakie jest zatem optymalne rozwiązanie? Proponujemy dla odmiany skierowanie uwagi na to w jaki sposób jesteśmy zamiast kim. Trudno zebrać człowieka w jedno zdanie, zbiór cech. Ile takich cech miałoby być? Ile razy musielibyśmy powtarzać dane zachowanie, żeby można było mówić, że jest to nasza cecha?

W terapii akceptacji i zaangażowania ważny jest kontekst zachowania. To on wpływa na jego pojawianie się, decyduje o tym, czy dane zachowanie jest w danej sytuacji dla nas funkcjonalne czy nie. A kontekst się zmienia, wciąż płynie. W podobny sposób możemy się też przyjrzeć naszej osobie, jako kontekstowi dla naszych zmieniających się emocji, myśli, zachowań, jako tłu nieba dla przepływających po nim chmur, które przybierają różne kształty, są targane przez wiatr, kłębią się i rozpraszają w powietrzu. Ale co zrobić z naszą potrzebą struktury i stałości? Co z naszą potrzebą poczucia bezpieczeństwa?

Po pierwsze fakt, że wszystko się zmienia może być też swego rodzaju pewnikiem, kotwicą, aksjomatem. Po drugie- to, co jest stałe to wcześniej wspomniane niebo, tło- czyli nasza świadomość, zdolność do doświadczania, zauważania rożnymi zmysłami. To coś z czym się rodzimy i umieramy. To pomaga nam znaleźć się w tu i teraz, czyli w jedynym miejscu i czasie, gdzie naprawdę jesteśmy. Bo ostatecznie podstawową właściwością „ja” jest „jestem”.

Elwira Wawrzyniak