,,Z punktu widzenia ACT procesy chwili obecnej opisują zdolność do skutecznego kierowania uwagi – w sposób świadomy, skupiony, ale elastyczny – na wydarzenia z twojego życia rozgrywające się na bieżąco, tu i teraz.” (,,W sieci natrętnych myśli” Kelly G. Wilson, Troy DuFrene)

Taką definicje kontaktu z chwilą obecną proponują nam Kelly G. Wilson i Troy DuFrene, w jednej z pierwszych książek mających na celu spopularyzować terapię ACT.

Definicja ta może brzmieć niejasno, dla niektórych może wręcz abstrakcyjnie. Co to może dla nas znaczyć? Dla nas – żyjących według europejskich standardów załatwiania wszystkiego na czas, układania grafików, życia w pośpiechu, dążenia do osiągnięć, rozwoju, nakładania na siebie coraz większej ilości obowiązków? Do pewnego momentu wydawało mi się, że to ,,bycie tu i teraz” w takim świecie mieści się na przykład w uważnym powrocie do domu – wsłuchiwaniu się w uliczny ruch, skupieniu się na promieniach słońca oświetlających moją twarz i moją drogę, małej obserwacji życia dookoła.
Mogło to być także skupienie się w danym momencie tylko na pracy jaką się wykonuje, czy też świadome przeżywanie smutku w związku z jakąś porażką danego dnia, zamiast bagatelizowania go.
Krótko mówiąc, oznaczało to dla mnie głównie odcięcie się od tej potrzeby rozwoju, osiągnięć, pośpiechu, zatrzymanie się w chwili.

Wyjeżdżając poza Europę odkryłam jak wąska jest to perspektywa i jak bardzo wypływa ona z warunków i świata, w którym my żyjemy. Spędziłam ponad miesiąc na Madagaskarze, pracując w różnych szkołach i świetlicach środowiskowych jako wolontariusz. Niejednokrotnie moje europejskie podejście i potrzeba „ustalenia planu, grafiku, ustrukturyzowania przyszłości” spotykały się z malgaską kulturową ścianą mówiącą „co się wydarzy, to się po prostu wydarzy” lub ,,mora-mora” (czyt. mura-mura), co znaczy ,,powoli, powoli”. Dzień w dzień więc, uczyło mnie to po prostu życia chwilą, ale pozostawania również czujną, na wszystko co może się jeszcze wydarzyć. Malgasze nie przywiązują się specjalnie do żadnych terminów, reagują na to, co dzieje się dookoła i robią to, co w danej chwili wydaje im się możliwe, odpowiednie albo najbardziej potrzebne. Dlatego na przykład, mimo że cała nasza grupa miała przygotowane zajęcia dla dzieci na następny dzień, wieczorem dostaliśmy informacje, że uczniowie mają tego dnia ważne egzaminy, a my powinniśmy jechać do szkoły oddalonej od nas kilkanaście kilometrów i tam przeprowadzić zajęcia aktywizujące dla dzieci z zupełnie innej grupy wiekowej. Wszystko na Madagaskarze zmieniało się o 180 stopni w przeciągu paru minut i wymagało od nas dużej elastyczności – w nastawieniu, przygotowaniu, wszystkich naszych pomysłach.

Fot. Marta Wawrzyniak-Esfandiyar

Myślę, że coś czego zdecydowanie możemy nauczyć się od Malgaszy, to nie łapanie chwil, w których ,,możemy coś bardziej świadomie i głębiej przeżyć’’, co często znaczy dla nas ,,po prostu odetchnąć”, ale zanurzenia się w całej naszej codzienności, żywe reagowanie na nią i.. być może wplecenie w nią również ich typowego „mora-mora” 😊.
Ich podejście nauczyło mnie po powrocie do Polski myśleć o tym co mam do zrobienia w danym tygodniu, globalnie dwa razy, a potem skupić się na każdym pojedynczym dniu bez wracania do rozmyślań ,,co jeszcze?”, ,,a co za tydzień?”.

Fot. Wiktoria Kulas

Niech to będzie sprawdzianem również dla Ciebie! Postaraj się ułożyć raz i porządnie plan na Twój cały tydzień, a kiedy złapiesz się na myśleniu ,,Co na jutro? Gdzie jeszcze muszę dzisiaj zdążyć? Co mam do wykonania w pracy za dwa dni?” możesz pomyśleć sobie ,,mora-mora”, ten pośpiech jest głównie w mojej głowie, a nie na zewnątrz.
Do dzieła!

Wiktoria Kulas
studentka IV roku psychologii
członkini stowarzyszenia Studenci UAM Bez Granic