Filmoterapia to sposób na wykorzystanie filmu jako narzędzia do pracy nad sobą, zamiast jedynie do celów rozrywkowych. Głębsza analiza obejrzanego obrazu, ale i swoich własnych odczuć towarzyszących seansowi, może doprowadzić Nas do ciekawych wniosków…na temat Nas samych!

Pod takim kątem, w myśl terapii akceptacji i zaangażowania, przyjrzyjmy się dzisiaj nowemu filmowi Jana Komasy pod tytułem „Boże Ciało”. (Poniższy tekst zdradza częściowo fabułę!)

Dla mnie osobiście seans był czymś bardzo poruszającym. Scenariusz, wzorowany na faktach, ukazuje miasteczko, które zatracone jest w głębokim bólu po stracie (w wyniku wypadku samochodowego zginęło kilku mieszkańców – w większości młodych ludzi) i pragnieniu doznania ukojenia. Ich sposoby na lepsze samopoczucie są różne (modlitwa, szukanie winnego, okazywanie nienawiści…), nie przynoszą jednak ulgi. Zostają zweryfikowane przybyciem osoby, która z pozoru nie powinna nadawać się do łagodzenia sporów,  wyzwalania od bólu ani nauki modlitwy: chłopaka, który właśnie wyszedł z poprawczaka. Istotą tego filmu była dla mnie jego właśnie naturalność w pracy z drugim człowiekiem oraz nad samym sobą. Film nie opowiada o cudach, chłopak ten nie okazuje się kaznodzieją wszechczasów ani charyzmatycznym kandydatem na papieża. Ale będąc prostym człowiekiem pośród prostych ludzi, potrafił prostym językiem wyrażać wzniosłe rzeczy – m.in. o hipokryzji, przebaczeniu. Uświadomiło mi to, jak sztywno czasem definiuję niektóre zjawiska. Np.: nieoczytany chłopak zakłada koloratkę. Po co? Moja myśl: by udawać księdza, może nawet dobrego. Co to jednak dla Niego oznaczało? Nie dotrzymywał on wymogów narzuconych na księży przez Kościół, w wolnych chwilach nie studiował Pisma Świętego. Za to wykorzystywał je, by wyjść do ludzi, poznać rozgoryczoną młodzież i źródło jej cierpienia, wykrzyczeć złość z rodzicami pogrążonymi w żałobie, opowiedzieć kazanie nawiązujące do ich zwykłej codzienności. Zastanowiłam się: jak często podejmujemy się pewnych funkcji, nie zastanawiając się nad ich PRAWDZIWYM, ważnym dla Nas znaczeniem? Jesteśmy studentami/ pracownikami/ wolontariuszami/ członkami różnych grup. Czy definiujemy jednak po drodze, czym są dane role w Naszym rozumieniu, by pełnić je w sposób, który Nas usatysfakcjonuje? Oprócz niesamowitej historii zapewniającej pełną gamę wrażeń, uważam, że dostajemy od filmu bardzo ciekawego głównego bohatera

Daniel po wyjściu z poprawczaka pozbawiony jest możliwości realizacji swojego marzenia o pójściu do seminarium. Trafia jednak do małej miejscowości, gdzie spontanicznie postanawia udawać księdza, a następne wydarzenia zostawiają w jego rękach całą parafię. W momencie, gdy nadarza się okazja, zostaje on więc duchownym, jakim umie i może być, czyli bez święceń i szkoły, ale z pasją i sercem otwartym na Boga i ludzi. Zdaje sobie sprawę z trudności, jakie niesie za sobą brak przygotowania do roli, której się podejmuje. Nadrabia wiedzę o kościelnych obrzędach jak może, a resztę braków uzupełnia własną inwencją, opartą na wierze w dobro, sprawiedliwość i wspólnotę. Widzimy, że nie mamy do czynienia z osobą naiwną czy nieinteligentną – Daniel nie oszukuje się, że jego kłamstwo nie wyjdzie na jaw (chociaż pewnie by tego pragnął), za to wykorzystuje czas, jaki mu dano, najlepiej jak umie.

Kto może odnaleźć siebie w postaci chłopaka z kryminalna przeszłością, który „bawi się”  w księdza? Śmiem sądzić, że bardzo wielu z Nas. Próbuje on realizować swoje marzenie w sposób raczej niestandardowy – jego historia może wydawać się obserwatorowi nawet zadziwiająca. Czy istnieje jednak coś takiego, jak „standardowy” sposób na spełnienie? Nie możemy rozpatrywać decyzji jako „zdrowe/niezdrowe” lub „dobre/złe” bez szerokiego kontekstu.  Spróbujmy oderwać się od prawa, zasad Kościoła lub moralności, ale zwróćmy uwagę na to, jak sam bohater odnajduje się w rzeczywistości. Chociaż nie chciałabym go idealizować, ponieważ dostrzegamy mniejsze czy większe braki i słabości, trzeba przyznać, że Daniel jest postacią niesamowicie odważną – jego pragnienie realizacji swojego powołania przewyższa obawy i wątpliwości związane z jego zarówno przeszłością, jak i przyszłością, motywując go do prawdziwego działania. Zachowania dążące do realizacji tego, co dla niego ważne, kształtują się stopniowo i wynikają jedne z drugich, ale od początku można zauważyć jak istotne jest dla Niego dobro parafian, ich wspólnotowość oraz poczucie bycia przydatnym w społeczności. Chłopak stanowi dobry przykład człowieka o pełnej świadomości swoich wartości, a jego działania zdają się być z nimi całkowicie zgodne. Dla wartości, jaką jest dobro parafian, pomaga im w walce z traumą. Dla wartości, jaką jest pielęgnacja wspólnoty, działa na rzecz wygaszenia konfliktu między mieszkańcami  a wdową po uczestniku (sprawcy?) wypadku. Niektóre z tych działań przynoszą efekty, co zdaje się dawać mu poczucie spełnienia i samorealizacji – jest dobry w tym, co robi. Nie wszystko jednak idzie po jego myśli i nie umie naprawić każdego zgrzytu – przyjmuje to jednak do wiadomości poszukując innych dróg. Rozwija się zarówno jeśli chodzi o duchowość, jak i zaradność. Inicjuje aktywności, dzięki którym wspólnota z miasteczka staje się jego wspólnotą, co zapewne również jest bardzo ważne dla młodej osoby po pobycie w poprawczaku, która żyje bez rodziny. Działając na rzecz swoich potrzeb, dodawał systematycznie kolejne zachowania, które składały się na budowanie swojego świata jako miejsca, w którym chciał żyć.

 Wykorzystywanie swoich zasobów osobistych by zbliżać się do tego, co dla Nas naprawdę ważne, pełen kontakt z chwilą oceną, towarzyszącymi myślami i odczuciami, bez niepotrzebnego unikania doświadczeń, to umiejętność którą w ACT nazywamy elastycznością psychologiczną. Można ją tak samo ćwiczyć i stopniowo rozwijać,  jak tę fizyczną. To sposób życia pożądany przez wiele osób, którym ciężko wskazać rzeczy dla nich najważniejsze, a ich codzienne działania nie dają im poczucia spełnienia czy realizacji. Często zdajemy się czekać…sami nie wiemy na co, zamiast zaakceptować to co mamy, i nad tym pracować.

Biorąc pod uwagę fakt, że Daniel pełnił funkcję duszpasterza z niesamowitym zaangażowaniem i troską o wiernych, robiąc przy tym dla nich wiele dobrego, nikogo nie krzywdząc, jednak całkowicie ponad wszelkimi normami obyczajowymi, religijnymi i prawnymi, każdy z Nas oceni go i odczuje na swój sposób. Warto zauważyć, że zarówno on, jak i każda inna postać filmowa, wzbudza w Nas różne emocje nawet gdy się na tym nie skupiamy.

Na koniec proponuję zatrzymać się na chwilkę i pozwolić sobie zastanowić się: „co i dlaczego myślę o Danielu, pani kościelnej, wójcie miasteczka…” Co wzbudza naszą irytację, może zazdrość, co szacunek i sympatię. Czy są to rzeczy które kojarzymy ze sobą, albo których sami doświadczyliśmy?

Michalina Voss,
studentka psychologii UAM w Poznaniu.