Co kieruje nami w życiu?

Myślałem ostatnio o sposobie w jaki żyłem (albo: nadal żyję) i o problemach z jakimi do mnie przychodzicie. Zauważyłem, że pojawiła mi się ponura myśl: żeby żyć, trzeba osiągać cele.

Cele; od „odpowiedniego zachowania”, żeby zdobyć uznanie rodziny i bliskich, przez oceny w szkole i na studiach, przez deadline’y, asapy i targety w korpopracy, po zaliczenie wycieczki w odpowiednie miejsce świata, kupienie odpowiedniego samochodu, czy wybudowanie domu. Cele w związku: zdobyć partnera lub partnerkę, zmienić ich, żeby byli dla nas „lepsi”, zaliczyć kolejną pozycję w łóżku, ilość lub natężenie orgazmów. Odhaczone? Super, to następny cel.

Nie chcę wylewać dziecka z kąpielą – cele i ich osiąganie ma swoje miejsce w życiu. Potrafią ułatwić działanie, gdy dobrze je określimy i podzielimy na mniejsze kroki. Czuję jednak ciężar i przytłoczenie wszechobecnością, jakby „kultem” celów. Gdy patrzę na siebie i na Was pojawia mi się myśl, że zbyt często rozmijamy się z życiem, z tym o co w życiu naprawdę chodzi. Skupiamy się na celu zapominając po co w ogóle próbujemy go osiągnąć, do czego ma nas zbliżyć. A potem, zamiast cieszyć się seksem i bliskością, musimy spełnić odpowiednie „kryterium”, albo kupujemy kolejny samochód, choć ani tego nie chcemy, ani nie sprawia nam to radości.

Zły cel, zły!

Co się z Tobą dzieje, gdy nie udaje Ci się osiągnąć celu? Gdy osiągnięty cel okazuje się nie być tym, czego pragnąłeś? Albo po osiągniętym celu pojawia się poczucie pustki lub… kolejny cel, a za nim następny i następny, i tak w nieskończoność?

Masz takie doświadczenia? Odczucie zdołowania, przegrania życia? Smutek lub złość – albo wszystko naraz. Lęk, że następnym razem też się nie uda? To boli. Frustruje. Zniechęca.

Problem w tym, że im więcej zainwestowaliśmy (czasu, energii, pieniędzy) w osiągnięcie celu, tym bardziej boli, gdy się okaże, że jednak w tej wymarzonej pracy jest mobbing, szef tylko utrudnia życie, a czasu na śniadanie jest akurat tyle, żeby je odpakować z pudełka i popatrzeć z tęsknotą. A może uczelnia jednak nie dała takich perspektyw, jak obiecywała? Kolejny projekt zrobiony i nie ma czasu się nim cieszyć, bo już czekają 3 następne. A w łóżku nie ma tego drugiego orgazmu, albo orgazmu pochwowego, albo, o zgrozo!, w ogóle nie było orgazmu – i już możemy napędzać nasze lęki i złość, bo nie osiągnęliśmy celu. A w międzyczasie, oprócz celu, oddaliliśmy się też od czegoś ważnego: siebie, swojego człowieczeństwa.

Jak nie cel, to wartość.

Mamy przed oczami jeden cel – wszystkie jajka w jednym koszyku. Oczywiście, że jak je stłuczemy to boli. Albo jak się okaże, że jajka są zgniłe, stare, niesmaczne. A co, jeśli pomyślimy, że nieśliśmy te jajka, bo chcieliśmy zrobić jajecznicę babci? Osiągaliśmy ten cel, bo przybliżał nas do czegoś… ważnego? Robiąc to, robiliśmy coś dla nas po prostu ważnego. Jak zmieni się nasze postrzeganie życia jeżeli pomyślimy sobie, że skupiając się na wartościach możemy też być bardziej sobą niż maszyną do wykonywania targetów?

 

Wyobraź sobie, że dwójka braci jedzie z rodzicami do wesołego miasteczka. Obaj są przeszczęśliwi i nie mogą się doczekać. Jednak różnią się jednym – Marek niecierpliwi się, ciągle dopytuje: „kiedy dojedziemy?”, „za ile będziemy na miejscu?”, „daleeeko jeeeszcze?”. Czas mu się dłuży, droga go złości, nie ma w nim radości. Krzyś natomiast, choć też pragnie już być w wesołym miasteczku, patrzy na pobocza i bawi się: zauważa krowy i konie, patrzy na mijane miasteczko, pola i lasy; rozmawia z rodzicami, je ciasteczka, słucha muzyki.

Dojeżdżają do wesołego miasteczka i obaj świetnie się bawią. Może nawet droga do wesołego miasteczka była bardziej uciążliwa dla Marka, może Krzyś lepiej się bawił, czegoś więcej się nauczył, ale ostatecznie – obaj osiągnęli cel!

Sukces.

A co jeśli… gdy rodzina dojechała na miejsce, okazało się, że w wesołym miasteczku była awaria. Jest zamknięte do odwołania, więc niestety muszą wrócić do domu.

Wyobrażasz sobie co teraz przeżywa Marek? Złość (a pod nią smutek)! Jak to tak? Przecież tyle czekał! Jechali tak długo! A teraz się okazuje, że cały ten czas był całkowicie zmarnowany. Kto mu odda te godziny życia? Wszystko jest bez sensu.

Krzyś też jest smutny – jednak przynajmniej droga nie była zmarnowanym czasem, dobrze się bawił, spędził czas z rodzicami (i bratem-marudą). Wielka szkoda, że miasteczka nie będzie, ale trudno, następnym razem się uda.

 

Jak Ci to brzmi? Zupełnie inne doświadczenia nieosiągnięcia celu i zupełnie inne konsekwencje. Różnice w nastrojach w drodze powrotnej (i następnych dniach) możemy sobie sami dopowiedzieć. Który z nich będzie bardziej chętny na kolejną wycieczkę?

A co jeśli… gdy rodzina dojechała na miejsce okazało się, że w wesołym miasteczku była awaria. Ale w pobliżu jest aquapark, więc tam pojadą! Jak myślicie, jakie mogą być reakcje chłopaków? Wyobrażam sobie jak Marek jest nadal zły i smutny – „nie chcę do aquaparku, miało być wesołe miasteczko!”. Na to się nastawił, więc tylko tego oczekuje. A Krzyś? Być może zareagowałby przychylniej – w aquaparku również będzie się dobrze bawić, spędzie miło czas z rodziną – czyli zrobi to, co od początku było dla niego ważne. Nawet jeśli w innej formie.

Co o tym myślisz? Czy odejście od skupienia na celach i przejście do skupienia na wartościach pomaga być elastycznymi w wyborze naszych dążeń i planów? Czy pomaga doświadczać tego, co ważne, nawet jeśli jest nam trudno? Czy pomaga być bardziej taką osobą, jaką chcesz być?

Co jest dla Ciebie ważne?

Dla mnie różnica między celami, a wartościami jest bardzo mocna. Czuję na sobie mniej presji, gdy myślę kategoriami „przybliżania do wartości”, zamiast „realizowania celów”. Nie myślę nawet za bardzo o „porażce”, bo co się nie udało, gdy na każdym etapie działania robię coś dla mnie ważnego? Cele są ok, gdy wiemy, jakie mamy wartości. Wtedy łatwiej zarządzać celami i tworzyć elastyczne plany. A gdy realizuję wartości – czuję się wtedy bardziej człowiekiem. Jestem z moimi bliskimi. Jestem otwarty na innych ludzi.

Pozostaje pytanie: co jest dla Ciebie ważne? Jak znaleźć wartości, które są Twoimi wartościami? Ale o tym już w innym artykule.

 

Andrzej Głodek