Autorka artykułu z książką


Zastanawiam się, jak zaklasyfikować tę książkę. Podręcznik, poradnik, autobiografia, dla praktyków, samopomocowy… Jest tym wszystkim naraz. Trudno ją sklasyfikować, zaszufladkować. Poniekąd dlatego, że klasyfikacje to słowa, a uważne współczucie to doświadczenie. I trudno jest o nim pisać słowami. Dlatego pozostałam z podziwem nad tą książką. Gdybym ja miała ująć ją w jedno słowo, byłby to „autentyzm”. Dwóch autorów z zupełnie różnych środowisk- mnich buddyjski i psycholog kliniczny- piszą o psychoterapii, o samopomocy, o idei, o zdrowiu psychicznym i
socjologii. Kiedy ujmuję to w ten sposób, można mieć wrażenie chaosu. Czym zatem jest ta książka i o czym jest? Czy może być taką wielością naraz?

I właśnie tu przychodzi autentyczność. Struktura książki i proces jej powstawania ucieleśnia właśnie to, co jest jej treścią. Uważne współczucie mówi o tym, jacy jesteśmy wieloracy, jak nasz umysł jest pełen niejednokrotnie skonfliktowanych ze sobą motywów i emocji. I cierpliwie powtarza, że to jest w porządku. Bo powtórzenie jest rękojmią uczenia.
Przystępnie tłumaczy ewolucyjne podłoże takiego stanu rzeczy, które pozwala nam rozluźnić nasze obciążone poczuciem winy ramiona. To, w jaki sposób ta książka jest ucieleśnieniem, to także wspólnota, w jakiej była ona tworzona. Ponieważ uważne współczucie stanowi ukojenie dla poczucia samotności. Otóż nie musisz udowadniać, jak potrafisz sam, nie
wszystko musi być na twoich barkach! Możesz dostrzec drugą osobę, która może cię wesprzeć w działaniu, które chcesz wprowadzić w życie. To osoba pod wieloma względami różna, ale jednocześnie pod tak wieloma podobna! Oboje doświadczacie cierpienia, na którego błocie może wyrosnąć kwiat lotosu (jak mówi piękna przewodnia metafora tej książki). I kolejny obszar, w którym można dostrzec autentyzm tej książki to bardzo osobisty styl jej
pisania. Pełen przejęcia tym, co dla autorów ważne i czytelnikiem (podczas czytania miałam wrażenie, że jeden bądź drugi autor siedzi przede mną i mówi spokojnym głosem „Tak jest. Rozumiem.”).

Ale współczucie to nie tylko poruszenie cierpieniem. Można powiedzieć, że w tym kontekście słowo „poruszenie” jako pochodne słowa „ruch” nabiera jeszcze pełniejszego wymiaru. To uczucie, które wprawia nas w ruch- działanie mające na celu zmniejszenie cierpienia. I od tego zaangażowania w działanie też ta książka kipi. Widać je poprzez pełne zafascynowania, wyczerpująco opisane przypisy odsyłające do kolejnych i kolejnych źródeł,
przez bogaty wachlarz ćwiczeń, czy relacjonowanie własnych doświadczeń i działań, mogące stać się przyczynkiem do modelowania współczujących zachowań (w psychologii buddyjskiej mówimy o identyfikacji z bodhisattwami, których można nazwać modelami osób angażujących się w zrozumienie i zmniejszanie cierpienia).

„Uważne współczucie” inspiruje nas do otworzenia ramion- bez oceniania, czy to, do czego się zbliżamy jest miłe, czy nie; otworzenia ramion wszystko: na życie, jakim jest, na siebie i innych. I dotknięcia z czułością i intencją, by ten dotyk ukoił cierpienie.

 

Elwira Wawrzyniak