Gdybym miał powiedzieć, jaka jest najbardziej ACT-owa książka, w której określenie ACT nie pada ani razu, to byłaby to właśnie ta — oraz druga, tego samego autora, „Cztery tysiące tygodni”. To książki, które przypominają nam rzeczy, o których niby wszyscy wiemy, ale jakoś trudno nam to naprawdę poczuć. Że nie mamy nieskończonego czasu. Że nasze życie składa się z wyborów, a każdy wybór ma swoją cenę. Że jeśli próbujesz ogarnąć wszystko, to w praktyce nie ogarniasz niczego, a na pewno nie tego, co najważniejsze.
Burkeman pisze o tym z niezwykłą lekkością i takim rodzajem czułej ironii, która nie przygniata, tylko otwiera. Mówi, że próbujemy żyć tak, jakbyśmy byli nieskończeni — jakbyśmy pewnego dnia wreszcie „nadrobili zaległości”, „zebrali się w sobie”, „ogarnęli chaos” i zaczęli żyć tym idealnym życiem, które mamy w głowie od lat.
A jednocześnie przypomina, że nasza skończoność to wcale nie wada. To zaproszenie. Zaproszenie, do tego, by wykorzystać ją na rzeczy naprawdę ważne. I by odkryć co naprawdę ważne jest. I właśnie dlatego te książki są tak ACT-owe. Bo ACT to w gruncie rzeczy opowieść o tym, że życie nie polega na kontrolowaniu wszystkiego, tylko na odwadze, by stanąć twarzą w twarz z tym, czego nie da się zmienić — i wybrać, co jest dla mnie ważne tu i teraz. „Cztery tygodnie dla Ciebie” i „Cztery tysiące tygodni” to książki, które nie dają poczucia kontroli — dają coś większego: poczucie wolności wynikające z jej braku…